Pyszne Jedzenie w Poznaniu, Catering, Jedzenie na telefon, kebab, obiady .

Skutki życia w bezruchu

 

Autor: Magdalena Barcz

Źródło: http://www.poradnikmedyczny.pl/

 

Dziesiątki minut w autobusie i samochodzie, długie godziny przy biurku i przed ekranem komputera, wreszcie weekend... przed telewizorem. Czy rzeczywiście do tego jest przystosowany nasz organizm? Nie! A jakie mogą być skutki życia w bezruchu? Opłakane.
Jak przekonują naukowcy, jesteśmy przystosowani do życia w ruchu – nasze geny formowały się bowiem w odległych czasach, około dwóch milionów lat temu, w warunkach wymagających stałej aktywności. Dzisiejszy styl życia, niestety, zupełnie nie przystaje do uwarunkowań genetycznych.
– Podstawowym problemem staje się zbyt duży “dowóz” kalorii – energii, której nie jesteśmy w stanie spożytkować, natomiast łatwo zamienia się w tkankę tłuszczową – opisuje dr med. Andrzej Wiśniewski z Akademii Wychowania Fizycznego Józefa Piłsudskiego w Warszawie.
Dotyczy to nawet tych osób, które uważnie dobierają składniki posiłków, unikają tłustych potraw i nadmiaru słodyczy, ale, niestety, prowadzą siedzący tryb życia. – Wówczas trzy posiłki dziennie, nawet najstaranniej dobrane pod względem składu, mogą się okazać zbyt bogate w kalorie! – przestrzega naukowiec.
Co więcej, coraz częściej dostarczamy sobie pokarmy o zbyt dużej gęstości kalorycznej; inaczej mówiąc – dużo energii skondensowanej w małej objętości pożywienia.
Przykładem są czekoladowe batoniki, a także soki owocowe promowane jako esencja zdrowia. Nierzadko na opakowaniach czytamy zalecenie, by pić każdego dnia co najmniej dwie szklanki takiego soku, a tymczasem lepiej zadowolić się jedną – radzi dr Wiśniewski, który na AWF jest pracownikiem Katedry Fizjologii i Biochemii (Wydział Wychowania Fizycznego).

BRAKUJĄCA GODZINA
Dla współczesnego człowieka wydatkowanie energii staje się więc największym wyzwaniem. – Sądzę, że większość Polaków ma tego świadomość. Propagowanie aktywności fizycznej nie zdaje się jednak na nic, jeśli dla wielu osób przeznaczenie jednej godziny dziennie na ruch dla zdrowia jest barierą nie do pokonania. Z prostych przyczyn: organizacyjnych – mówi dr Wiśniewski.
A właśnie godzina aktywności ruchowej dziennie to dla zdrowia absolutne minimum. Naszym pierwotnym przeznaczeniem było bowiem... poruszanie się od świtu do zmroku. – Niekoniecznie oznaczało to ciężką pracę fizyczną. Częściej – zwykły ruch na świeżym powietrzu – opisuje lekarz. Wędrówkę z miejsca na miejsce w poszukiwaniu żywności.
A jak tymczasem coraz częściej wygląda nasz dzień? Rano zjeżdżamy windą do podziemnego garażu, samochodem dojeżdżamy do pracy, wjeżdżamy windą na odpowiednie piętro, siadamy przy biurku i włączamy komputer... Co niepokojące, dotyczy to coraz większej liczby zawodów – robotnik obsługuje komputer, który steruje pracą maszyny. – W takiej sytuacji niemal każda dodatkowa ilość jedzenia staje się nadmiarem – energię zużywamy bowiem tylko na podstawową przemianę materii i niewielkie ilości na codzienne czynności domowe – zwraca uwagę dr Wiśniewski.

SAMOCHÓD SAMO ZŁO
Pierwszym krokiem do zaniechania aktywności fizycznej było wynalezienie przez człowieka najróżniejszych środków transportu. Zaczęło się od samochodu Forda, który jako pierwszy zaczął być masowo produkowany w Stanach Zjednoczonych. Na złe skutki “przemieszczania się w bezruchu” nie trzeba było długo czekać.
– Początkowo śmiano się z Amerykanów i ich problemów z otyłością, które pojawiły się bardzo szybko. Kiedy te same dolegliwości dotknęły również Anglików, Niemców i Francuzów, żarty się skończyły – opowiada dr Wiśniewski. Stopień motoryzacji stał się wprost proporcjonalny do występowania chorób cywilizacyjnych, których najwidoczniejszym przejawem jest właśnie otyłość.
Dzieci na wsi, które jeszcze niedawno musiały codziennie przemierzyć kilka kilometrów w drodze do szkoły, w naturalny sposób otrzymywały zastrzyk codziennej aktywności. – Dziś są do szkół dowożone. I trudno im proponować, by z tego zrezygnowały! – zastrzega naukowiec.
Podobnie z dorosłymi. Przed wojną warszawskie mosty były zapełnione ludźmi idącymi do pracy, przemierzającymi każdego dnia nawet po 10-15 km. Ta konieczność codziennego marszu do pracy stanowiła zdrową przeciwwagę dla złej diety – ubogiej w warzywa i owoce i pełnej tłuszczu.

POWOLNE ZABIJANIE
Jeśli
zapytać jakiegokolwiek naukowca o konkretne zalety aktywnego życia, najczęściej słyszy się śmiech. Bo nie wiadomo, od czego zacząć. – Trudno nawet wyliczać, co nasz organizm zyskuje, gdy jesteśmy aktywni fizycznie. Odpowiedziałbym: wszystko – mówi dr Wiśniewski.
A co traci, jeśli pozostajemy w bezruchu? I tu rozmowa staje się poważniejsza. – Rozejrzyjmy się wokół. Coraz więcej młodych mężczyzn paraduje z wielkim wystającym brzuchem, a więc ma problem z najgorszym typem otyłości. To kandydaci na nadciśnienie, chorobę wieńcową i cukrzycę typu 2 – schorzenia wymieniane obecnie jednym tchem ze względu na ich wspólne podłoże – relacjonuje lekarz.
Zaczyna się od zaburzeń przemiany węglowodanów, a co za tym idzie – rosnącej oporności na insulinę. Kiedy tkanki przestają reagować na normalny poziom insuliny, organizm zaczyna produkować jej więcej. To błędne koło prowadzi do różnych schorzeń, w zależności od indywidualnych predyspozycji. – Ruch jest najlepszym sposobem, by tym cywilizacyjnym schorzeniom postawić tamę – zapewnia dr Wiśniewski.
Wszystkim członkom społeczeństwa powinno zresztą zależeć, by “współplemieńcy” byli zdrowsi – dodaje. Z prostej przyczyny – więcej ludzi pracowałoby wówczas na wspólne emerytury. Jak wiadomo, coraz mniej jest wśród nas osób pracujących, a coraz więcej – przewlekle chorych i emerytów.
W pewnym sensie cała medycyna pracuje na to, by powiększyć liczbę chorych przewlekle, znajdując coraz to nowe sposoby ich leczenia – mówi naukowiec. W rezultacie długość życia takich osób dorównuje czasami już długości życia ludzi zdrowych. – Wspólnie dajemy więc zgodę na to, by było coraz więcej osób wymagających specjalnych warunków życia i wsparcia finansowego.

MĄDRY JAK POLAK
Często zarzuca się Polakom, że przykładają zbyt małą wagę do sportu, że nie doceniają jego znaczenia. – Nie zgadzam się z tym twierdzeniem. Wystarczy wziąć pod uwagę liczbę rowerzystów na ulicach naszych miast czy liczbę osób decydujących się na długie piesze wędrówki. Zastrzeżenia miałbym tylko co do wykorzystania rzek – Polacy za mało żeglują, choć mają takie możliwości – ocenia dr Wiśniewski.
Dlaczego więc usportowienie naszego społeczeństwa jest generalnie za małe? Z prostej przyczyny: za dużo pracujemy, często za marne pieniądze; chętnie chwytamy dodatkowe prace zlecone. W efekcie... wracamy z pracy wieczorem.
– Tylko wyjątkowo zmotywowany człowiek byłby w stanie wybrać się wówczas, właściwie już w nocy, na godzinny spacer czy przejażdżkę rowerem. Powtarzam jeszcze raz: to nie jest kwestia niechęci, ale niekorzystnej sytuacji organizacyjnej polskiego społeczeństwa. Jestem przekonany, że gdy trochę odetchniemy, będziemy więcej zarabiać i mieć więcej wolnego czasu w ciągu dnia, to na pewno zaczniemy więcej się ruszać – śmieje się lekarz.

Autor: Magdalena Barcz

Źródło: http://www.poradnikmedyczny.pl/